8:45. Wtorek.

Kończysz kanapkę. Dopijasz ostatni łyk kawy. Ostatnie słowo kończące podsumowanie wczorajszego meczu i siadasz do biurka. Dzień świetnie zaplanowany. Wszystko gra. Odpalasz komputer. Czytasz najnowsze maile, by w razie czego nie pominąć czegoś na wczoraj. Nagle przypominasz sobie, że do dziś był termin skończenia obowiązkowego szkolenia on-line. Wiedziałeś od miesiąca, ale co tam. Każdemu się zdarza.

Pół godziny później otwierasz pierwszy kejs do przerobienia. Po 15 min niepokój ogarnia Twoją głowę. Coś jak matkę Kevina w samolocie do Paryża.

Czy aby przypadkiem o czymś nie zapomniałem?

Czytaj dalej…